22 lipca 2017


283


Stara dupa ze mnie. Hehe. Tak serio, to bardzo szczęśliwa. Mimo, że dziś był całkowicie normalny dzień. Jak każdy. Robert, jak zawsze zmywał naczynia i odciążał mnie z obowiązków codziennych. Jak co dzień całował mnie i mocno tulił po samym przebudzeniu. Rzadko piszę tu takie rzeczy, bo to codzienność, a gdy dzieje się coś złego, to tu to z siebie wyrzucam. Chciałam jeszcze napisać, że uwielbiam gdy on się wzrusza, szczególnie czytając liściki ode mnie. Uwielbiam szacunek, który od niego mam. Szacunek okazywany w każdym momencie i który zauważają wszyscy, którzy Nas znają.  To, że robi wiele rzeczy za mnie, bo ja muszę odpocząć, chociaż nie jestem zmęczona, bo on pracuje ciężej ode mnie. Nigdy nie zostałam przy nim z czymś sama. I to jest najlepszy prezent każdego dnia. To, że mam go przy swoim boku. To, że mnie tak szanuje, a na taki szacunek zasługuje każda kobieta. To, że codzienność przy nim wyglada tak, jakby cały czas miało się urodziny. To, że wspiera mnie nawet w moich najgłupszych wymysłach. To, że wierzy we mnie i mówi mi, że byłabym dobrym politykiem. To, że opowiadam mu o polityce, a on mnie wysłuchuje i ze mną dyskutuje. To, że dla niego moje zdanie jest bardzo ważne. To, że mogę mu powiedzieć o tym jaki kolor paznokci lubię, a na jaki nigdy ich nie pomaluję i on to zapamięta. To, że słucha tych wszystkich głupot, które mówię, bo ja mówię bez przerwy. Przez ostatni rok bardzo dorosłam. Widzę to po sobie. Codziennością jest również to, że okazujemy sobie uczucia tak samo, jakbyśmy dopiero zaczęli ze sobą być. Jakbyśmy dopieo się poznawali, a znamy się na wylot. I niby to wszystko jest normalne, to wszystko jest każdego dnia, ale każdy dzień jest wyjątkowy. Potrafimy siebie zaskakiwać. Jesteśmy ze sobą ponad rok. Mieszkamy ze sobą 10 miesięcy. I wszystko idzie w coraz lepszym kierunku. Robert jest moim najcudowniejszym prezentem, każdego dnia. Dziś powiedział mi, że dla niego dzisiejszy dzień jest najszczęśliwszym dniem w roku, bo ja się urodziłam..



18 lipca 2017

282


słucham jazzu i czytam o drodze do dyktatury. wszystko się stabilizuje, w moim życiu. jestem spokojna. szczęśliwa. i niech tak zostanie, bo muszę odpocząć.

16 lipca 2017


281


15.07

chciałabym coś napisać, tylko nie wiem co. lepiej się czuję. o 9.30 przychodzą Niemcy nie potrafiący mówić po angielsku ani polsku, a ja po niemiecku i zażywają ze mną tabakę. Edith Piaf mi śpiewa nous pourrons si bien nous aimer, tu verras la vie sera belle. wczoraj wieczorem powiedziałam co dokładnie czuję i dlaczego akurat tak. Robert cieszy się, że mnie ma. przynajmniej ma to w oczach. i tak się zachowuje.




16.07

nie wracam do tego. choć pisząc te słowa, wracam. Kafkę wczoraj przeczytałam: I'm tired, can't think  of anything ant want only to lay my face in your lap, feel your hand on my head and remain like that throught all eternity. nie wiem czy w każdym związku jest tak, że tylko osoba którą kochasz może Cię tak bardzo uszczęśliwiać i jednocześnie tak okropnie ranić. gdy widzę przychodzące do mnie starsze małżeństwa, które świetnie się rozumieją i widać po nich, że są ze sobą szczęśliwi, to ja im zazdroszczę. chciałabym stabilizacji emocjonalnej i może jestem niepoważna, ale to jedyna rzecz, której chcę i potrzebuję. pewnie jeszcze wiele rzeczy zrani mnie w tym związku, a ja tego nie chcę i przeraźliwie się tego boję. ja też potrafię ranić i potrafię być okropną osobą. pewnie w ogóle nie powinnam siedzieć i o tym myśleć, tylko żyć i brać to co jest. tylko że chcę więcej. chcę lepiej, jak najlepiej. chciałabym też zostawić wszystko i pojechać w góry. do Naszej cudownej Pani. spać nago przy ogromnych oknach, wstawać o 12.00, jeść obiad i pić kawę przez 3h z widokiem na góry. znów wchodzić na Morskie Oko. widzieć te wszystkie góry, czuć ten zapach. czuć Twoją rękę na moim karku i tą iskierkę w Twoich oczach, że tylko mnie widzisz. co z tego, że jesteśmy w przepięknym miejscu, gdy Ty widzisz tylko mnie. za tym tęsknię. może jestem głupia, że tak kogoś kocham. może za dużo wymagam. może dorastam. niedługo mam urodziny. nie chciałabym ani dwudziestu różowych róż, ani biżuterii, tylko stabilizacji. poczucia, że jestem świetną osobą. gdzieś po drodze to zgubiliśmy. i jeszcze chciałabym pospać do 10.00 i nic przez cały dzień nie musieć. 

14 lipca 2017

280

zakłamanych kurew nienawidzę najbardziej ze wszystkiego co chodzi po tym świecie. szczególnie tych wpieprzających się w związki. na początku była okropna złość, teraz siedzę w pracy i płaczę. wiecie, jak zawsze tu pisałam, że tak okropnie cierpię, że coś mnie bardzo dotknęło, to nigdy nie było  to co czuję teraz. wczoraj siedząc całkowicie spokojna, bez łez w oczach, mówię, że cierpię. że naprawdę nic w życiu mnie tak nie dotknęło i nie zrobiło we mnie takiej dziury. czuję ciężar ściągający mnie w dół. czuję to bez przerwy. doprawia to uczucie albo napad złości, albo napad płaczu. siedzę w środku Sulęczyna i płaczę. i nie mogę tego powstrzymać. nie dociera to do mnie. i wiecie, tak naprawdę nie stało się nic strasznego. żaden koniec świata. głupi błąd, który dotknął mnie w całości. będę się zbierać, bo co. nie jestem pizdą, tylko jedi. nieszczęśliwym jedi.


trzy dni temu pisałam, że jestem szczęśliwa, bo byłam. tak prawdziwie szczęśliwa. śmieszne to życie. teraz jestem prawdziwie nieszczęśliwa. nie mogę patrzeć na moją zmęczoną twarz. i to wszystko w jeden dzień. jednak motylek zatrzepotał skrzydełkami gdzie indziej, co u Nas wywołało burzę. może nie u Nas, a we mnie. 



Zapaliłem papierosa, choć wcale nie chciało mi się palić. Ale musiałem coś robić. Nieustannie. Żeby nie myśleć. Żeby ani przez chwilę nie spojrzeć prawdzie w twarz. A raczej w twarze, bo prawda, którą chciałem poznać, miała ogrom twarzy. Dziesiątki, setki twarzy. Miała też jedną i przeogromną twarz; była nią bezsilność. Porażająca. Wiedziałam, czułem, że źle się dzieje, i nie potrafiłem niczego zrobić. Nie miałem wyjścia. Ot, po prostu nie miałem wyjścia. Być może wszystko to było złudzeniem, być może istniało jakieś rozwiązanie, ale nie potrafiłem go znaleźć.
— Jarosław Borszewicz "Mroki"






znowu, ja ja ja to Borszewicz

11 lipca 2017

279

oglądam Lektora, znowu. tym razem śpi obok mnie osoba, którą kocham. tak jak Michael Hannę. jestem szczęśliwa. nareszcie podjęłam decyzję. najlepszą dla mnie. dla Nas. czuje się bezpiecznie. czuję wsparcie, we wszystkim co robię. mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.




najcudowniejszym co może być, to mężczyzna przebudzający się w nocy z powodu koszmaru i przytulający się do swojej kobiety...